Rok w INPRO: Jak folder ze spamem zmienił moje życie

2025-07-31

Tę okazję znalazłam przez przypadek, w jednym z kanałów z ogłoszeniami wolontariackimi, przez które przewija się bez większych oczekiwań. Wysłałam CV, dostałam odpowiedź i nasza koordynatorka Lilith umówiła rozmowę rekrutacyjną. Mogło do tego w ogóle nie dojść — organizacja wysyłająca znalazła mój e-mail w folderze ze spamem. Czysty przypadek.

Gdy już dostałam się do programu, mój niespokojny mózg zabrał się do pracy. Przeczytałam każdy infopack, sprawdziłam każdy post w mediach społecznościowych i obejrzałam każdy reel, jaki INPRO kiedykolwiek opublikowało, przekonana, że coś tak dobrego musi być przesadzone. Bezpłatne zakwaterowanie, kieszonkowe, dobre ubezpieczenie i rok pracy w międzynarodowym zespole. Wszystko okazało się dokładnie takie, jak opisano. Niedługo po przyjeździe wprowadziłam się do mieszkania w samym sercu miasta, w historycznej kamienicy na najwyższym piętrze, z dużymi oknami i przemyślanym układem. Pokochałam je od pierwszej chwili.

Pierwszy tydzień polegał na znalezieniu wspólnego języka z zespołem z Grecji, Węgier, Ukrainy, Polski, Francji, Niemiec i Armenii. Trudniejsze niż się wydaje? Wcale nie. Dogadaliśmy się niemal od razu i od tamtej pory pracujemy razem sprawnie. Szkolenia były ze wszystkiego, choć na początku miałam trudności z podstawami edukacji pozaformalnej. Jest naprawdę inna od wszystkiego, do czego przyzwyczaja szkoła. Nasza koordynatorka tłumaczyła różnicę między VET a PDA ponad dziesięć razy z godną podziwu cierpliwością. Za pierwszym razem brzmi skomplikowanie. Wejdź trochę głębiej, a szybko zaczyna mieć sens.

Kolejne miesiące były pełne. Dni przelatywały i nagle był grudzień. Co tydzień przychodziły nowe grupy, wizyty w szkołach, Open Cafe i Monday Stories. Jako zespół radziliśmy sobie świetnie. Grupy VET — zazwyczaj uczniowie szkół zawodowych różnych kierunków — przychodziły regularnie, a dla nich prowadziliśmy warsztaty z angielskiego, zajęcia team buildingowe i ćwiczenia szybkiego myślenia. Prowadziłam też kilka tygodni Profesjonalnych Działań Rozwojowych dla innych wolontariuszy, co stało się jedną z moich ulubionych części pracy. Dyskusje o taksonomii Blooma czy poziomach uczestnictwa młodzieży były naprawdę angażujące, a uczestnicy uczyli się od siebie nawzajem rzeczy praktycznych przy okazji networkingu. Wizyty w szkołach były stałym elementem — głównie lokalne szkoły, ale też wyjazdy do innych miast, gdzie spędzaliśmy kilka dni jako gościnni prelegenci. Uczniowie i nauczyciele zawsze byli wdzięczni za nasze przyjazdy, a te wizyty pokazały mi, jak ciepli i gościnni są ludzie w tym regionie.

Na to wszystko nakładały się studia online przez pierwszą połowę roku. Dałam radę, choć mój harmonogram snu od czasu do czasu na tym cierpiał. Sedno jest takie: harmonogram pracy jest na tyle lekki i elastyczny, że zostaje miejsce na inne rzeczy. Wolne dni i święta narodowe dały mi czas na spędzenie ferii zimowych w Niemczech i Holandii. Posiadanie lotniska w swoim mieście ułatwia wszystko.

Druga połowa roku miała inny charakter. Czułam się już swobodnie w swoich rolach facylitatorki, edukatorki i pracownika biurowego i zaczęłam inwestować energię w pracę z mediami społecznościowymi — tworzenie stories w Canvie, montowanie filmów, praca nad reelami. Miałam też obowiązkowe szkolenia w Toruniu i Warszawie, które były doskonałe do poznawania nowych ludzi i odkrywania nowych miast. Z niektórymi osobami z tych sesji jestem w kontakcie do dziś. Poza formalnym szkoleniem dużo badałam samodzielnie. Praca w obszarze edukacji oznacza nieustanne czytanie, a od innych wolontariuszy nauczyłam się równie wiele — jak radzić sobie ze stresem, jak montować reela, jak prowadzić grupę — co z jakiegokolwiek kursu.

Ostatnie miesiące były produktywne i pełne nowych znajomości. Praca z grupami stała się niemal automatyczna; znaliśmy nawzajem swoje rytmy i style pracy. Ostatnie dni wypełniło szukanie pracy, pisanie CV, filmowanie reeli i sprzątanie mieszkania — mało glamour, ale nieuchronny koniec każdego dobrego rozdziału.

Jeśli ktoś pyta, czy warto aplikować: tak, bez wahania. To rok, w którym można żyć z pewną swobodą, jednocześnie zdobywając doświadczenie, które naprawdę ma znaczenie. Odkrywasz swoje mocne strony, pracujesz nad słabszymi i dzielisz mieszkanie z ludźmi, którzy stają się czymś znacznie więcej niż współpracownikami. Polecam każdemu.