Od 11 do 13 czerwca Sihem i ja mieliśmy okazję odwiedzić małą szkołę podstawową w Cisnej, cichej górskiej wiosce w południowo-wschodniej Polsce, o której wcześniej nigdy nie słyszałem. Szybkie wyszukiwanie pokazało tylko zielone wzgórza i piękne krajobrazy, i jako ktoś, kto naprawdę kocha wieś, zgodziłem się bez wahania. Powiedziano nam, że będziemy nocować w pobliskim Przysłupie i prowadzić prezentacje na lekcjach angielskiego dla uczniów od czwartej do ósmej klasy. To, co nastąpiło, były to trzy dni nauczania, wędrówek i takich ludzkich spotkań, które zostają z tobą na długo.
Podróż zaczęła się od długiego, ale malowniczego przejazdu autobusem z Rzeszowa przez serce południowo-wschodniej Polski, z krótkim przystankiem w Sanoku. Gdy dotarliśmy na miejsce, byliśmy zmęczeni, ale to minęło natychmiast, kiedy na przystanku autobusowym w Przysłupie przywitała nas nauczycielka i jedna z jej uczennic z ósmej klasy. Żeby dotrzeć do hotelu, szliśmy około dziesięciu minut wzdłuż starego, opuszczonego toru kolejowego biegnącego pod baldachimem wysokich leśnych drzew. Czułem się jak w filmie Studio Ghibli. Cicho, trochę tajemniczo i zupełnie pięknie.
Wieczorem nauczycielka przedstawiła nam plan na kolejne dwa dni: prezentacje w szkole, zajęcia na świeżym powietrzu i mnóstwo wymiany kulturowej. Zasnęliśmy z dobrymi oczekiwaniami.
Pierwszy pełny dzień zaczął się od śniadania w hotelu, po którym ruszyliśmy do szkoły, znowu z uczennicą i jej młodszym bratem jako przewodnikami. Sihem otworzyła zajęcia dwoma energicznymi prezentacjami, jedną o Francji i jedną wypełnioną francuskimi piosenkami dla dzieci, które naprawdę rozświetliły klasę. Ja przedstawiłem uczniom Grecję, dzieląc się tradycjami, ciekawostkami i kilkoma rzeczami, które zawsze wywołują reakcję. Dzieci były ciekawe, uważne i zadawały świetne pytania. Po obiedzie w szkolnej stołówce myśleliśmy, że dzień dobiegł końca, ale nauczycielka miała inne plany. Zabrała nas na wędrówkę przez Bieszczadzki Park Narodowy i szybko stało się to najlepszym momentem całego wyjazdu. Falujące zielone wzgórza, śpiew ptaków, leśne ścieżki, świeże górskie powietrze i dobra rozmowa. Wróciliśmy do hotelu wieczorem zmęczeni w najlepszy możliwy sposób.
Ostatniego dnia wymeldowaliśmy się, wróciliśmy do szkoły na ostatnią rundę prezentacji, a następnie poprowadziliśmy warsztat dla siódmo i ósmoklasistów poświęcony umiejętnościom życiowym i krytycznemu myśleniu. Uczniowie rzucili się w wir zajęć, dzielili się pomysłami, dyskutowali i pracowali razem z energią, której trudno było się nie zarazić. Gdy dzień szkolny dobiegł końca, zaskoczyli nas pudełkiem czekoladek i dyplomem uznania podpisanym przez uczniów i nauczycieli. Mały gest, który naprawdę wiele dla nas znaczył.
Powrót autobusem do Rzeszowa był inny niż podróż, która nas tu przywiozła. Byliśmy cichsi, myśląc już o uczniach, wiosce, wędrówce i opuszczonym torze kolejowym w lesie.
Cisna to mała kropka na mapie. Dla nas stała się historią, którą warto opowiadać.