Dokładnie rok temu stałem na lotnisku w Lizbonie, pełen nerwów, podekscytowania i milionów pytań, które kotłowały się w głowie. Żegnałem rodzinę i ruszałem w nieznane. Tym „nieznanym” okazał się Rzeszów - miasto, o którym wiedziałem wtedy niewiele poza tym, że leży w południowo-wschodniej Polsce i że właśnie tam zacznie się mój roczny wolontariat Europejskiego Korpusu Solidarności.
Gdy wyszedłem z lotniska i zobaczyłem niemal pusty parking, poczułem, że naprawdę zaczynam nowy rozdział. Chwilę później wsiadłem do autobusu, wysiadłem przy Galerii Rzeszów i tam spotkałem Gaię - hiszpańsko-meksykańską fotografkę, która przywitała mnie pierwszym uśmiechem tego roku. To ona zabrała mnie do mieszkania, które przez kolejnych dwanaście miesięcy miało być moim nowym „domem”.
Byłem drugim długoterminowym wolontariuszem na miejscu. Tego samego dnia przyjechała Mariami z Gruzji - o jej kraju wiedziałem wtedy naprawdę niewiele. Szybko jednak okazało się, że rozmowy do późna, wymiana historii i wspólne jedzenie przełamują dystans szybciej niż jakiekolwiek warsztaty integracyjne. Następnego dnia dołączyły do nas Erij i Mariem z Tunezji, a klimat w mieszkaniu zaczął układać się naturalnie, jakbyśmy znali się dłużej niż kilka godzin.
Może zastanawiasz się, czemu wspominam o sześciu wolontariuszach, skoro wymieniłem tylko pięciu. Ostatni - Adrian - miał dotrzeć dopiero po trzech tygodniach. I rzeczywiście pojawił się, wchodząc do mieszkania z walizką, uśmiechem i pełnym luzem, który od razu dopełnił naszą grupę. Już chwilę później jechaliśmy razem do Krakowa - pierwsza wspólna wycieczka, pierwsze śmiechy, pierwsze „serio? pierogi z Oreo?”. Tak, spróbowałem. I tak, popełniłem błąd. Trzymajcie się klasyki.
Z biegiem miesięcy rytm naszego życia ułożył się wokół pracy w INPRO. Warsztaty, odwiedziny w szkołach, wydarzenia dla lokalnej społeczności, grupy VET, seminaria, szkolenia - dużo się działo, ale każde z tych doświadczeń dawało poczucie, że robimy coś prawdziwego i potrzebnego. W międzyczasie przez nasze mieszkanie przewijały się krótkoterminowe wolontariuszki, które wnosiły nową energię, historie i akcenty językowe.
Zachęceni przez INPRO zaczęliśmy chodzić na lekcje języka polskiego. Mogę śmiało powiedzieć, że polski nadal nie jest prosty - ale nauczył mnie dystansu, pokory i tego, że czasem najpiękniejsze momenty zdarzają się właśnie wtedy, kiedy próbujesz powiedzieć coś w trudnym języku, a ludzie reagują śmiechem, sympatią i cierpliwością. Na dodatek poznałem tam innych Portugalczyków - a usłyszeć swój język po kilku tygodniach tęsknoty? Bezcenne.
Pod koniec roku odświeżyliśmy „Monday Stories” - cykl spotkań, podczas których uczestnicy prezentowali swoje kraje: piękno, trudności, ciekawostki, historie, których nie znajdziesz w przewodnikach. Organizacja każdego wydarzenia była wyzwaniem, ale też szkołą życia: logistyka, komunikacja, improwizacja. W końcu oddaliśmy „Monday Stories” w ręce kolejnej grupy wolontariuszy, z pełnym przekonaniem, że zrobią z tym coś dobrego.
„Open Cafe” stało się drugim stałym punktem naszego tygodnia. W każdą środę Urban Lab wypełniał się mieszanką języków i ludzi z różnych kultur. Tam budowały się relacje, które przetrwały dłużej niż jedno spotkanie. Tam też zrozumiałem, jak silna potrafi być lokalna społeczność - i jak chętnie otwiera się na obcokrajowców.
Były też momenty spontaniczne - jak grill u nauczyciela jednej ze szkół czy spotkania z byłymi wolontariuszami, którzy zostali w Rzeszowie na dłużej. W pewnym momencie zrozumiałem, że to wszystko - te drobne zaproszenia, te rozmowy, te powroty - to właśnie jest wspólnota. Nie ta zapisana w dokumentach projektowych, ale ta prawdziwa, żywa, ludzka.
Nie da się opisać wszystkiego, czego nauczyłem się przez ten rok. Nie da się porównać tego do żadnej lekcji w szkole. Bo tego uczysz się inaczej - żyjąc wśród ludzi, przełamując swoje bariery, odkrywając kultury, o których wcześniej wiedziałeś tylko z internetu. Ten rok minął szybko, ale zostawił ze mną coś trwałego: przyjaźnie, doświadczenia, historie, które zabieram do domu.
I przede wszystkim przekonanie, że - jak mówi slogan INPRO - otwartość na innych naprawdę sprawia, że żyjemy w mądrzejszej społeczności.
Autorstwa Kiko, wolontariusza Europejskiego Korpusu Solidarności w INPR