Poza cieniem rutyny: moja przygoda z wolontariatem EKS

2023-10-20

Był rok 2021 i znalazłam się w punkcie zwrotnym. Kończyłam studia psychologiczne, pracując jednocześnie w obsłudze klienta w banku, a świat na zewnątrz wciąż był splątany w niepewności pandemii. Życie wydawało się bardziej zagmatwane niż celowe i jedno było dla mnie jasne: cokolwiek miało przyjść po studiach, nie mogło oznaczać kolejnych dwóch lat spędzonych w rodzinnym mieście.

Impuls, którego potrzebowałam, przyszedł niespodziewanie, jak to zwykle bywa. Pewnego chłodnego dnia na początku marca wpadłam na przyjaciółkę w mojej ulubionej lodziarni. Przy pistacjowych lodach robiłam to, co robię najlepiej: rozmawiałam o swoim życiu. Wtedy powiedziała: "Znalazłam coś, co może być dla ciebie idealne" i przesłała mi link do krótkoterminowego projektu wolontariackiego EKS.

Tego wieczoru zgubiłam rachubę, ile razy przeczytałam opis projektu. Mówił o ludziach z całego świata, którzy zbierają się razem, żeby pracować nad projektami społecznościowymi, organizować lokalne festiwale, prowadzić warsztaty, dawać prezentacje w szkołach. I wszystko, zakwaterowanie, jedzenie, koszty podróży, było pokryte. Zarejestrowałam się tego samego wieczoru.

Dzień lub dwa później dostałam formularz z pytaniami o moje doświadczenie i cele. Tydzień później był wywiad z koordynatorem projektu. Dwa tygodnie po złożeniu aplikacji miałam zaproszenie. Po raz pierwszy w życiu wyjeżdżałam za granicę i miałam używać angielskiego na co dzień. Nie miałam pojęcia, jak bardzo ta organizacja i ten projekt ukształtują moje życie. Organizacją było INPRO, z siedzibą w najbardziej zielonym mieście, jakie kiedykolwiek widziałam: w Rzeszowie. Rok później wróciłam jako długoterminowa wolontariuszka EKS.

To pierwsze doświadczenie dało mi wszystko. Trwałe przyjaźnie, realną poprawę angielskiego, szerszą sieć kontaktów, wartościową pracę i wyraźniejsze poczucie kierunku, w którym chcę podążać.

Teraz opowiem wam o trwającym rozdziale. Cztery miesiące za mną, osiem przede mną. Mieszkamy razem w przytulnym mieszkaniu w centrum miasta. Pamiętam, jak przyjechałam w lipcu w zimowych butach, w upale, z poduszką w kształcie kota o imieniu Gela i trzydziestoma kilogramami bagażu bez wolnego centymetra. Kiko z Portugalii i moja przyszła współlokatorka i wspólniczka, Gaia, pomogli mi to wszystko wciągnąć do środka. Nasz pokój szybko stał się miejscem na nocne filmy i rozmowy, które trwają dłużej niż powinny.

Biuro jest piętnaście minut spacerem, co mi bardzo odpowiada. Dziesięć tysięcy kroków dziennie to dla mnie rzecz święta. Moja główna rola polega na prowadzeniu sesji i pracy z różnymi grupami: krótkoterminowymi wolontariuszami EKS, uczestnikami VET, grupami szkoleniowymi. Większość dni zaczyna się od śmiechu i energizerów, co nadaje ton wszystkiemu, co następuje potem. Nawet w spokojniejsze dni bez grup, biuro ma własną radosną energię.

O czwartej wracamy do domu i kuchnia natychmiast zamienia się w coś przypominającego ruchliwą ulicę w Bombaju: chaotyczną, głośną i pełną niesamowitych zapachów. Każdy chce podzielić się jedzeniem z domu. Próbowałam potraw z Tunezji, Portugalii, Meksyku i więcej wariacji makaronu, niż myślałam, że jest możliwych. Biorąc pod uwagę moje dobrze udokumentowane zdolności kulinarne, nikt jeszcze nie odważył się zapytać: "Mariami, daj nam spróbować gruzińskiej kuchni."

Czas minął szybciej niż się spodziewałam i mogłabym powiedzieć o wiele więcej o tym roku. Ale na razie się tu zatrzymam. Jak niedawno powiedziałam mamie: to doświadczenie EKS to coś, co zawsze będę nosić ze sobą. Bez żadnych wątpliwości, to był najlepszy rok mojego życia.

A teraz, drogi czytelniku, okazja należy do ciebie. Nie pozwól jej przejść. Tak jak więźniowie Platona odkryli bogactwo świata, gdy w końcu wyszli z jaskini na światło, ty też możesz wyjść poza swoją rutynę i odkryć, co czeka po drugiej stronie strefy komfortu.