Mój pierwszy samodzielny zakup w Polsce o mało mnie nie pokonał. Odstawiłam bagaż, weszłam do sklepu po coś do jedzenia i przez kilka minut byłam zupełnie zagubiona. Potem wyszłam na ulicę i każdy samochód przy przejściu dla pieszych zatrzymał się bez chwili wahania. Stanęłam przed Kwiatomatem – automatem z kwiatami, którego nigdy wcześniej nie widziałam – i poczułam, że wkroczyłam w dziwniejszą, bardziej czarującą wersję rzeczywistości.
Nazywam się Alexa, jestem wolontariuszką z Węgier i to jest historia mojego roku w Polsce.
Byłam w Rzeszowie już wcześniej – w 2023 roku, na projekcie VET razem z przyjaciółmi. Spędziliśmy tam dwa tygodnie: solidny program, dużo historii, zwiedzanie, zaplanowane aktywności. Wartościowe, ale dwa tygodnie trzymają cię na dystans. Nie ma czasu na zwolnienie, nie ma przestrzeni, żeby naprawdę poczuć miejsce albo poznać ludzi. Ta luka mnie tu przyciągnęła z powrotem – i tym razem zostałam na rok.
Zanim wolontariat oficjalnie się zaczął, spędziłam trzy tygodnie w Krośnie. Spokojnie, zielono, bez pośpiechu – Polska bliżej ziemi. Poznałam tam dobrych ludzi i dostałam łagodniejsze wprowadzenie do kultury, niż dałoby mi duże miasto.
Potem przyszedł Rzeszów. Miejscowi mówią, że to małe miasto. Pochodząc z miejscowości liczącej 27 tysięcy mieszkańców na Węgrzech, mogę powiedzieć, że tak nie jest. Liczba ludności Rzeszowa jest porównywalna z drugim co do wielkości miastem w moim kraju. Przez pierwsze tygodnie gęstość możliwości była lekko przytłaczająca – ale to uczucie minęło i zastąpiło je coś bliższego podnieceniu. Wszystko było w zasięgu.
Możliwości pojawiały się same. Ułożyłam sobie tam życie, nawiązałam prawdziwe przyjaźnie i korzystałam z miasta jako bazy do podróży po Polsce.
Wolontariat kręcił się głównie wokół szkół. Razem z innymi wolontariuszami odwiedzaliśmy szkoły w całym regionie podkarpackim – opowiadaliśmy o naszych krajach, prowadziliśmy gry i zajęcia, rozmawialiśmy w sposób, który zaskakiwał nas tak samo jak uczniów. Nigdy nie uważałam się za osobę szczególnie swobodną w kontakcie z dziećmi. Rok wizyt szkolnych zmienił to stopniowo, zanim zdążyłam to zauważyć.
Poza szkołami reprezentowałyśmy INPRO, nasze kraje i Unię Europejską na różnych wydarzeniach przez cały rok. Program obejmował wolontariat krótkoterminowy, staże, kursy szkoleniowe, projekty Erasmus+ VET i wymiany młodzieżowe. Za każdym z nich stały godziny przygotowań: materiały warsztatowe, prezentacje, karty pracy, research. Prowadziłam też stronę internetową INPRO i pisałam bloga – w tym ten wpis.
Patrząc wstecz, rok był wieloma rzeczami naraz – wyczerpujący i pobudzający, dezorientujący i porządkujący. Cieszę się, że zdecydowałam się na ten krok. Za możliwości, miejsca i ludzi – jestem wdzięczna. Jeśli rozważasz wolontariat i zastanawiasz się, czy warto: zmienił moje życie na lepsze i zrobiłabym to jeszcze raz.
Nem a viszontlátásra, csak a legközelebbi találkozásig.
Z miłością z Węgier, Alexa