O Polsce wiedziałem niewiele, tylko tyle, że zimą jest tu zimno i śnieżnie.

2026-03-17

Zgłosiłem się do tego krótkoterminowego wolontariatu, ponieważ nie brałem udziału w Erasmusie podczas studiów i chciałem skorzystać z okazji, by poznać nowych ludzi i inne kultury, zanim rozpocznę staż jako przyszły prawnik. O Polsce wiedziałem niewiele, tylko tyle, że zimą jest tu zimno i śnieżnie, a język polski brzmi zupełnie inaczej niż te, które znałem.

Przyjechałem do Rzeszowa w niedzielę wieczorem, bez żadnych oczekiwań co do projektu ani osób, z którymi miałem pracować i mieszkać. Gdy dotarłem do mieszkania około 23:00, pozostała piątka wolontariuszy krótkoterminowych jeszcze nie spała i czekała na mnie. Przywitaliśmy się, pokazali mi mieszkanie, rozpakowałem się i poszedłem spać. Następnego dnia rano poszliśmy do biura INPRO, poznaliśmy zespół oraz wolontariuszy długoterminowych i rozpoczęliśmy onboarding.

Po pracy, już w domu, zaczęliśmy grać w gry planszowe, śmialiśmy się, rozmawialiśmy trochę o sobie i swoich doświadczeniach, potem gotowaliśmy, dzieliliśmy się słodkościami z naszych krajów, ja przywiozłem pastéis de nata z Portugalii, i dalej graliśmy. To był początek naszej przyjaźni. Spędzając razem czas w pierwszych dniach, szybko się zaakceptowaliśmy i polubiliśmy, co stworzyło dobrą podstawę na kolejne tygodnie.

Zrozumieliśmy, że wszyscy chcemy wyciągnąć z tego doświadczenia jak najwięcej, więc zaczęliśmy planować weekendy. W pierwszy weekend pojechaliśmy do Lublina, w kolejne do Przemyśla, Krakowa, Tirany i Gdańska. Teraz planujemy road trip do Bratysławy, Budapesztu i Wiednia i jesteśmy tym bardzo podekscytowani. W następnym tygodniu jedziemy też do Warszawy, która, jak wszyscy mówią, jest świetna.

Odkrywaliśmy też Rzeszów, byliśmy w BWA, w Kinie Zorza, w escape roomie, na basenie, w barach, kawiarniach i restauracjach. Nasz projekt w dużej mierze polega na dzieleniu się naszym doświadczeniem jako młodych ludzi mieszkających za granicą, dlatego przygotowaliśmy prezentacje o naszych krajach, a gdy tylko je skończyliśmy, zaczęliśmy wizyty w szkołach.

Pierwszą była w 3 Liceum w Rzeszowie, potem Zespół Szkół nr 1 w Nienadówce, Zespół Szkół nr 2 w Rzeszowie, 2 Liceum w Łańcucie oraz Szkoła Podstawowa nr 4 w Łańcucie. Każda wizyta wyglądała inaczej, mieliśmy klasy pięcioosobowe, ale też takie liczące 30–35 uczniów, czasem nauczyciel był obecny na zajęciach, czasem nie, czasem prowadziliśmy zajęcia w grupie, a czasem sami, zarówno w szkołach podstawowych, jak i średnich.

W każdej szkole zostaliśmy bardzo dobrze przyjęci, nauczyciele i uczniowie dawali nam prezenty, takie jak ciastka, herbata czy kubki. W jednej ze szkół sala była przygotowana specjalnie pod wizytę z Portugalii, były kolorowe kartki przy tablicy z napisem „Bom Dia!”, co sprawiło, że poczułem się naprawdę mile widziany.

Opowiadanie o Portugalii było dla mnie bardzo naturalne. Polscy uczniowie znali już Ronaldo, a po mojej prezentacji i Kahootcie wiedzieli także, kim są Maro, Saramago czy Daniela Melchior, poznali Francesinhę i Bolo de Bolacha oraz dowiedzieli się o stereotypach dotyczących Portugalczyków, takich jak wąsy, spóźnianie się czy charakterystyczne poczucie humoru kelnerów.

Z kolei ja pytałem uczniów o rekomendacje dotyczące polskiej muzyki i jedzenia. Jeśli chodzi o muzykę, polecono mi Lady Pank, Coma i Kult, które bardzo mi się spodobały i dodałem je do swojej playlisty. Jeśli chodzi o jedzenie, polecono mi bigos, którego spróbowałem w Gdańsku i bardzo mi smakował, szczególnie w chłodną pogodę.

Dzięki temu doświadczeniu rozwinąłem pewność siebie, niezależność i zdolność adaptacji. Mieszkanie z przypadkowymi osobami, które okazały się świetnymi ludźmi, z którymi mogę być sobą i których teraz naprawdę dobrze znam, było niesamowite. Po wszystkich wspólnych wyjściach, podróżach, gotowaniu, graniu i rozmowach czuję, że są teraz jak moja rodzina, co może brzmi jak banał, ale jak inaczej nazwać sytuację, gdy robisz kanapki na następny dzień i wiesz, że Méryl chce tylko masło i szynkę, Steven śpiewa pod prysznicem, a Aurelia codziennie robi Duolingo i pije pół litra herbaty, ale nie czarnej wieczorem, bo wtedy nie może zasnąć.

Valentina ufa ChatGPT we wszystkim, nawet jeśli chodzi o rozwiązania jej codziennych problemów, takich jak łamliwe paznokcie. Victoria za bardzo lubi Mamma Mia i nie ma cierpliwości do oglądania piłki nożnej, byliśmy razem w Jameson Bar na meczu Benfica kontra Real Madryt i ona znudziła się już po kilku minutach. Jestem pewien, że oni też mieliby coś do powiedzenia o mnie.

Nauczyłem się też większej samodzielności, nie czułem się szczególnie tęskniący za domem i radziłem sobie ze wszystkimi potrzebami na miejscu, obciąłem tu włosy, chodziłem na siłownię, oglądałem mecze.

Będzie mi miło wrócić do rodziny i przyjaciół, ale jednocześnie wiem, że będę tęsknił za tymi ludźmi i za projektem, co tylko pokazuje, jak dobrze spędziłem tutaj czas i jak bardzo się cieszę, że zdecydowałem się na ten wyjazd.

Podsumowując, przez te dwa miesiące wiele się o sobie nauczyłem i zdecydowanie polecam każdemu takie doświadczenie wolontariackie.

André