Stowarzyszenie Projektów Międzynarodowych „INPRO”

Ormianie to najmilsi ludzie, jakich spotkałam.

Ponoć lotnisko Chopina w Warszawie jest niezwykle blisko centrum miasta. Jednak widok z okna samolotu podczas startu jest nieciekawy w porównaniu z panoramą na lotnisku Zvartnots w Armenii. Wydawało mi się, że zaraz rozbijemy się o bloki. Może to tylko zadziałała moja wyobraźnia po podróży i pobudce o trzeciej nad ranem.

Ciężko mnie zaskoczyć brakiem rozkładów jazdy na przystankach autobusowych, różnorodnością świeżych owoców, ilością sklepów całodobowych, zegarami na światłach ulicznych, niezapinaniem pasów bezpieczeństwa przez taksówkarzy i policjantami, którzy próbują (bez skutku) zmniejszyć korki w godzinach szczytu. Przyzwyczaiłam się do wielu szczegółów miejskiego życia Erywania podczas mieszkania w Moskwie i Astanie (teraz już Nursułtanie). Przed przyjazdem do Armenii najbardziej martwiłam się opanowaniem miejscowego alfabetu. Na szczęście ulice w mieście są oznakowane również po angielsku, a większość produktów w sklepach jest opisana też po rosyjsku. Szybko poczułam się jak w domu.

 

Armenia jest krajem kawy, tytoniu i nocnych spotkań towarzyskich. W Espaces, moim miejscu pracy, wypijaliśmy średnio dwie filiżanki na osobę na dzień roboczy. W każdym sklepiku spożywczym można dostać jakieś 10 rodzajów ziaren kawy i zmielić je na miejscu. Wszyscy mężczyźni palą na zewnątrz, w autobusach, w barach i wszędzie, gdzie mają ochotę. Ciężko się do tego przyzwyczaić, ale jest to zrozumiałe patrząc na niskie ceny papierosów.

Mało kto zaczyna pracę przed 9:00 rano. Nawet autobusy miejskie nie jeżdżą przed 7:00. Kiedy wstawałam z łóżka, miasto było puste i zimne. Wieczorami ciężko było przejść między elegancko ubranymi bywalcami kawiarni w centrum. W czasie najcieplejszych nocy z okna słyszałam muzykę z tajemniczego źródła. Zaczynała płynąć wieczorem i kończyła, gdy spałam.

 

Nie czuję się komfortowo, gdy ludzie zaczepiają mnie i zadają pytania w czasie moich samotnych spacerów po mieście. Obcokrajowcy wzbudzają ciekawość poza centrum Erywania, a już szczególnie młode rosyjskojęzyczne kobiety. Na szczęście nie jestem blondynką. Dwa najczęstsze pytania, które słyszałam podczas podróży po Armenii to „Dlaczego jesteś sama?” i „Masz męża?” niezależnie od płci i wieku pytającej osoby. Muszę jednak przyznać, że Ormianie to najmilsi ludzie, jakich spotkałam. Jeśli trzeba pomóc, nie jest dla nich problemem jazda samochodem nawet przez godzinę. Byłam zaskoczona, jak Ormianie chcą i potrafią swobodnie okazać swoje emocje przy przywitaniu przyjaciela, opowiadaniu i słuchaniu historii, czy po zepsuciu się autobusu. Moja marszrutka z Erywania do Megri (jakieś 8 godzin jazdy) postanowiła zrobić to ostatnie i nigdy nie byłam częścią weselszej grupy obcych sobie ludzi.

 

Armenia wydaje się malutka, ale czasy przejazdu miedzy miastami są dosyć duże ze względu na góry. Różnice temperatury i pogody też są nie do przewidzenia. Jest to kraj niekończących się gór i niezliczonych ukrytych kościołów. Zawsze dobrze sie czułam w otoczeniu starych budynków i na cmentarzach, a w Armenii jest ich ogromna ilość. Najbardziej zachwycającym widokiem jest jednak Ararat górujący nad Erywaniem i dużą częścią kraju.

Próbowałam nauczyć się ormiańskiego. Może 39 liter na oczątku wydaje się zbyt dużą liczbą, ale każda litera odpowiada konkretnej głosce i nie trzeba korzystać z dwuznaków i innych kombinacji. Problemem może być ilość podobnych spółgłosek, połowa z których jest gdzieś pomiędzy K i R, a połowa między T i J. Mimo to ormiańskiego słuchało mi się dużo przyjemniej niż wielu języków europejskich.

Bardzo się cieszę, że mogłam być częścią zespołu w centrum Espaces. Wszyscy byli mili, pomocni i , co najważniejsze, dzielili się jedzeniem. Byłam zaangażowana w różne projekty od innowacji społecznych, przez pomoc uchodźcom, po robienie zdjęć tortu urodzinowego. Nigdy nie pracowałam z młodzieżą i w naukach społecznych, więc czasami bałam się nie sprostać wyzwaniom. Wspaniale było mieć możliwość poświęcenia nawet małej części mojego czasu i energii, aby chociaż trochę zmienić świat na lepsze.

Słyszałam o przynajmniej pięciorgu młodych Polakach, którzy zakochali się w Armenii (lub w Ormiance czy Ormianinie) i zdecydowali się tam pozostać. Mimo że nie jestem jedną z nich, myślę, że to najlepszy sposób na polecenie innym pobytu w tym kraju.

Olga Jaworska, która w okresie październik – grudzień 2019 zrealizowała swój wolontariat w KASA Foundation w Erywaniu