Stowarzyszenie Projektów Międzynarodowych „INPRO”

Polska bryza

Drogi czytelniku,

Oto i jestem. Zadomowiłem się w Polsce, w miejscu gdzie pogoda jest zawsze taka sama, głównie wieje i jest zimno. Przez pierwsze 12 dni w Rzeszowie było tylko kilka słonecznych dni, ale nieważne, wiedzieliśmy, że w Polsce wiosna przychodzi później niż we Włoszech. Miasto, w którym mieszkam można nazwać miastem przemysłowym, większość budynków wygląda tak samo, w godzinach szczytu stoi się w korkach, jest smog, dużo małych sklepików. Biuro, w którym pracuję znajduje się obok dworca kolejowego, więc jest to idealne miejsce dla małych sklepików.

Czuję się dobrze z dala od domu, przynajmniej na razie. Chociaż, wydaje mi się, że wszyscy czujemy się lepiej, gdy jesteśmy daleko od domu. Szczególnie, gdy nie mamy jeszcze partnera ani dzieci. Pamiętamy o naszym domu, rodzinie, jesteśmy mocno z nimi związani, ale wolimy mieszkać w innym miejscu. Może tak naprawdę nosimy dom ze sobą, w naszych wspomnieniach, przedmiotach takich jak kalendarz rodzinny, który trzymam na biurku czy pamiętnik, w którym zapisuję najważniejsze dla mnie rzeczy. Pewnie dlatego rzadko odczuwam tęsknotę. Rodzinę, przyjaciół i wszystko co mi drogie, zawsze mam ze sobą. Możliwe, że łatwiej mi tak myśleć, bo nie straciłem jeszcze nikogo bliskiego. Są ludzie, którzy stracili wszystko. Wszystko może ulec zmianie, ale nie rodzina. Rodzina jest jedyna w swoim rodzaju.

Tutaj czas biegnie szybko, bez konfliktów, dni mijają lekko jak narty posuwające się po śniegu. Jest to inny styl życia, którego, moim zdaniem, nie da się prowadzić na stałe. Tutaj nie ma czasu na myślenie o przyszłości, bo jedyne o czym myślisz w wolnym czasie to planowanie wycieczek, które, jak się później okazuje, i tak nie były dopięte na ostatni guzik. Nikt tutaj nie chce przebywać cały czas tylko w jednym miejscu i myśleć o tym, co będzie kiedy wrócimy z Polski. Chyba wszyscy wiemy, że czeka nas kolejny nieunikniony początek – początek najdłuższej i najbardziej skomplikowanej drogi – naszego życia. Przejście w dorosłość prędzej czy później dopada każdego, tak mi się przynajmniej wydaje. Wiemy jednak, że są też ludzie, którzy nie potrafią się odnaleźć i wiodą smutne, skupione na przyjemnościach życie, zawieszeni pomiędzy dzieciństwem a dorosłością. Natomiast prawdziwą radość można czerpać z realizacji planów, poznania siebie. Gdy dojdziesz do czegoś, o czym zawsze marzyłeś  wtedy możesz być naprawdę szczęśliwy, a w sercu pozostaną wspomnienia na lata.

Oczywiście znalezienie własnej drogi życiowej nie jest łatwe, potrzeba cierpliwości, determinacji i spokoju, a co najważniejsze wsparcia, bo „sam się nie uratujesz” (jak mówi tytuł powieści Margaret Mazzantini). Wsparciem mogą być rodzice, rodzina, sympatia, przyjaciele, zwierzęta, książki. Każdy musi znaleźć żyzną glebę, gdzie będzie czuł się na tyle bezpiecznie by zapuścić korzenie – by tam wzrastać, przejść moment dojrzewania, zamienić się z małej rośliny w potężne drzewo. Wszyscy jesteśmy drzewami, lecz zamiast korzeni mamy nogi i przemieszczamy się szukając miejsca, naszego miejsca, w którym moglibyśmy się zatrzymać i przemienić nasze nogi w korzenie, zostać tam, bo współgrałoby to z naszą naturą.

W następnym tygodniu od wtorku do niedzieli będziemy w podróży. Najpierw pojedziemy do Zakopanego, pochodzić po górach, a później zrobimy krótki przystanek w stolicy Słowacji, po czym spędzimy 3 dni we Wiedniu. Jedyny plan jaki mam na Wiedeń to wizyta w teatrze. Nieważne ile będę musiał zapłacić albo jaka sztuka będzie wystawiana, chcę znaleźć się w tym starym, pięknym budynku. W drodze powrotnej do Polski zatrzymamy się jeszcze w Brnie. Będziemy jechać wypożyczonym autem, więc nasze plany mogą ulec zmianie. Jeśli spojrzymy na mapę, będziemy poruszać się po owalu: Zakopane, Bratysława, Wiedeń, Brno, Ostrawa, Katowice, Kraków i w końcu Rzeszów. Jeżeli mielibyśmy jeden dodatkowy dzień, pojechalibyśmy jeszcze do Oświęcimia, ale nic straconego, i tak pewnie pojadę tam ze znajomym z Sycylii, którego poznałem tu w Polsce, a który mieszka niedaleko Katowic.

Muszę przyznać że ciągłe przemieszczanie się nie jest dla mnie aż tak ekscytujące, ale na pewno pomaga mi się zrelaksować i daje możliwość poznania wyjątkowych osób. W podróży zawsze pojawiają się nieprzewidziane sytuacje. To, że tu mieszkam pozwala mi ciągle odkrywać coś nowego. Odwiedziłem stolicę, zamki, porobiłem zdjęcia…, ale to mógłbym zrobić w każdym innym miejscu. Ja zawsze najbardziej cenię sobie ludzi, których spotykam. Te momenty, które spędzamy razem, z jakiegoś powodu pozostają w mojej pamięci dużo bardziej wyraźne niż zdjęcie, katedra czy pomnik. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi. Jak dla mnie, to inni ludzie sprawiają, że dostrzegam nowy punkt widzenia, bo stają się nową częścią mojego życia, która tak różni się od tego co było wcześniej, że mogłoby się wydawać, że przeniosłem się do innego wymiaru. Ludzie, których poznaję są jak aktorzy w moim długim śnie na jawie. Nie tylko w sztuce odczuwam silne i szczere emocje, bo z wykształcenia zajmowałem się bardziej przedmiotami ścisłymi. Ale z drugiej strony nie jestem typowym umysłem ścisłym i nawet nie chciałbym być. Czuję się bardziej komfortowo będąc pomiędzy sztuką i nauką. Nie jestem zawsze taki sam, w różnych momentach mogę zachowywać się inaczej. Ale to już inna historia. Teraz muszę pomyśleć co będę robił po powrocie z Polski…