Stowarzyszenie Projektów Międzynarodowych „INPRO”
(+48) 721 109 179     office@goinpro.org

Czuć się komfortowo w braterskim, ale zarazem bardzo odmiennym kraju

Czuć się komfortowo w braterskim, ale zarazem bardzo odmiennym kraju
Autor: Bernat Szloboda

Podróżowanie za granicę jest zawsze interesującą i ekscytującą przygodą, która daje wiele możliwości.

Ludzie zazwyczaj podróżują dalej, więc różnica pomiędzy kulturami jest większa i dlatego doświadczenie jest bardziej intensywne. Ale czy to na pewno prawda? Co, jeśli to, co znajduje się w pobliżu, jest w rzeczywistości dalej?

Nas Węgrów zawsze uczy się w szkole, że relacje z Polską są bardzo przyjazne i bliskie. Miało to duży wpływ na moją decyzję o tym, gdzie pojadę na wolontariat europejski.

Jednak jak to jest naprawdę mieszkać w kraju, w którym prawie każdy powinien być moim bratem i siostrą?

Jestem w Rzeszowie od kilku miesięcy, więc myślę, że nadszedł czas, aby o tym opowiedzieć.

Moje pierwsze wrażenia co do miasta i kraju były ogólnie … dziwne. Czułem się tu jak w domu, zwłaszcza w Rzeszowie, który jest bardzo podobny do  miasta, w którym mieszkałem. Nawet liczba obywateli jest prawie identyczna. Niemniej jednak miasta te bardzo się różnią. Zajęło mi trochę czasu, zanim poznałem wszystkie obowiązujące tu reguły, co wolno mi robić, a czego nie.

Jedną z rzeczy, która mnie dotknęła na początku była agresja ludzi. I nie mówię tu o walkach na pięści, ani o ulicznych bijatykach. Mówię tu o zdrowej agresji, która jest naturalna w każdym kraju i życiu każdego człowieka. Rodzaj agresji, która pomaga ludziom żyć zdrowo.

Aby wyjaśnić to w bardziej zrozumiały sposób, wykorzystajmy przykład: ruch drogowy.

Sposób w jaki ludzie prowadzą samochód, jeżdżą na rowerze i chodzą (jednym słowem uczestnictwo w codziennym ruchu drogowym miasta), może wiele powiedzieć o naturze i nawykach mieszkańców. Byłem zadowolony, że kierowcy i piesi zdają sobie sprawę z tego, że aby uniknąć wypadków na drogach, muszą ze sobą współpracować  50/50.

Ale musisz też przez cały czas bardzo dosadnie przedstawiać swoje zamiary. Jeśli stoisz metr od pasów, żaden kierowca nie potraktuje poważnie Twojego zamiaru przejścia na drugą stronę. Musisz stać naprawdę blisko i zasygnalizować kierowcy chęć przejścia. Zrozumiałem, że ludzie zatroszczą się o Ciebie, jeśli będziesz pewny siebie i sam też zatroszczysz się o siebie.

Uważam tę mentalność za uroczą i atrakcyjną, ponieważ można ją wykorzystać w niemal każdym aspekcie życia. Ważne jest, aby móc żyć w społeczności jako niezależna, ale zarazem współpracująca jednostka, która nie może znieść życia w samotności. Poznanie tej równowagi lub „złotego środka”  może być pierwszym udanym krokiem na drodze do życia w pełni.

Ale czy  są to sytuacje podobne do tych, które obserwuję w domu – na Węgrzech, „rodzeństwie” Polski?

Cóż, każdy chce, żeby tak było, ale w rzeczywistości tak nie jest. Dzięki temu w Rzeszowie czuję się trochę lepiej, bo teoretyczne idee zdają się być tutaj rzeczywistością:

– Wspólna miłość do obcokrajowców.

O ile zauważyłem, miejscowi są naprawdę ciekawi obcokrajowców, choć tego nie okazują. Bariery językowe odgrywają tu dużą rolę. Jeśli jednak widzą, że jesteś gotów przynajmniej przywitać ich po polsku, bardzo to docenią. I zrobią wszystko, abyś mógł ich zrozumieć.

Mimo, że ta ostatnia kwestia dotyczy wielu krajów, w Polsce jest wciąż inaczej, ponieważ postawa mieszkańców pokazuje, że są nie tylko mili, ale też zatroszczą się o Ciebie, jeśli się Tobą zainteresują.

Na zakończenie powiedzmy coś o stosunkach węgiersko-polskich. Jak reagują ludzie, gdy mówię im o swojej narodowości?

Powiedzmy, że czasami czuję się jak dziecko na imprezie rodzinnej. Wszyscy cieszą się moją obecnością choć tak naprawdę nic nie zrobiłem. Oczywiście to samo tyczy się osoby z Polski, która przebywa na Węgrzech.

Mógłbym jeszcze bardziej zagłębiać się w tematy dotyczące zachowań, nawyków, innych podobieństw, a nawet w analizę psychologiczną mieszkańców i jak to jest odczuwać podobieństwa i różnice. Jednak nigdy nie doszlibyście do końca.

Nie jestem też w Polsce nie wiadomo jak długo i wciąż nie mam wystarczającego doświadczenia, by przedstawić fakty. Ale dla mnie osobiście oba kraje wydają się być dla siebie (używając współczesnych słów) wersją 2.0. Mamy podobne zasady, naprawdę trudne języki i mentalność. Jest też ciekawość wobec obcokrajowców, osobista niezależność, tanie piwo. Nie jest to  jedynie kwestia: lepszy czy gorszy, ale podobny, choć nieco inny …

Autor: Bernat Szloboda